„Na Borsuczej uważają, że najlepszym dowodem na to, że galeria jest żywa jest to, że nikt nie boi się „zniszczyć świętości”, bo sztuka ma być smakowana, a nie tylko oglądana zza sznurka.”
Joanna Jabłońska – Białowąs, autorka książki „Polski CX na talerzu… od zaraz”
Ta książka to dla mnie podsumowanie tego, jakie miejsce udało nam się stworzyć wspólnie z Tatą i Mamą przez 30 lat. Galeria Borsucza od początku nie mieściła się w ramach. Powstała jako odpowiedź na potrzeby ludzi, którzy nas odwiedzali i na nasze aktualne pomysły. Powstała z „nic nie musimy” i „nie chcemy być nikim innym niż jesteśmy". Obecnie idea ta przechodzi proces weryfikacji i nazywania, w czym bardzo pomogła mi publikacja Asi Jabłońskiej – Białowąs. Jej książka „Polski CX” to opowieść o tym, jak stworzyć miejsce, w którym ludzie czują się dobrze.
W książce zostałam poproszona o pełnienie trzech ról.
Po pierwsze jeden z rozdziałów jest opowieścią o naszej galerii-pracowni Borsucza. Spostrzegawczymi i analitycznymi słowami opisała ją autorka, a wrażliwym spojrzeniem fotograf Robert Laska.
Do mnie jako artystki należało twórcze spojrzenie na ten tekst i skomentowanie go językiem sztuki.
Takie również było zadanie jedenastu artystów, którzy zostali połączeni z firmami, opisywanymi w pozostałych rozdziałach. Zostałam poproszona o pełnienie roli kuratorki artystycznej, prowadziłam obraz przez treść zamieniając książkę w estetyczne przeżycie. „Bo czasem słowa nie wystarczają. Czasem trzeba zobaczyć obraz, by zrozumieć, co naprawdę ważne” , pisze autorka. Moim zadaniem było stworzenie przestrzeni pełnej twórczego dialogu, poprowadzenie artystów w ten sposób, aby dać im swobodę i sprowokować do osobistej, odważnej wypowiedzi, równocześnie czuwając, aby całość opowieści była spójna.
Ta książka wiele dla mnie znaczy. Wrażliwe spojrzenie autorki pozwoliło mi domknąć rozdział związany z moim domem, Galerią Borsucza. Asia otworzyła też nowy etap - zaufała mi i udowodniła, że jestem gotowa aby prowadzić innych artystów, pracować nad projektami, które wykorzystują moje umiejętności i dzielić się unikalnym doświadczeniem. Nieopisaną przyjemnością było pracowanie z pasjonatami, ludźmi odważnymi, bezkompromisowymi, konsekwentnymi i sprawczymi.
Książka ta pozostanie dla mnie szczególnym wspomnieniem.
Jeśli chcielibyście również mieć ją w swoich rękach, można ją kupić i przeczytać o niej więcej tu:
„Galeria Borsucza to nie jest typowe miejsce, w którym sztukę ogląda się z daleka i boi dotknąć. Tu można usiąść z herbatą, porozmawiać o obrazach, a nawet złapać za pędzel i spróbować swoich sił. Zaintrygowało mnie, skąd taka idea wolności, bez sztywnych reguł? Gdy poznałam bliżej właścicieli galerii, odkryłam, że intuicyjnie stosują właśnie Kanwę Strategiczną – zamiast ścigać się z innymi galeriami, tworzą nowy przepis na obcowanie ze sztuką.
Jednym z najbardziej uroczych elementów tej otwartej atmosfery jest widok pobrudzonych farbami albumów z dziełami znanych artystów.
W Galerii Borsucza nic nie jest traktowane jak eksponat w szklanej gablocie; misją Misi, Piotra i Ani jest zachęcanie kursantów, by z tych albumów korzystali w praktyce. Wygląda to tak:
…ktoś wertuje album z pracami Moneta czy van Gogha, ma jednocześnie w ręku pędzel umaczany w kolorowej farbie, a na stronach pojawiają się ślady artystycznych poszukiwań.
W Borsuczej uważają, że to najlepszy dowód na to, że galeria jest żywa – nikt nie boi się „zniszczyć świętości”, bo sztuka ma być smakowana, a nie tylko oglądana zza sznurka.”
W rozdziale, nad którym w książce pracowałam poprzez sztukę chodziło o to, aby oddać ducha nie mieszczenia się w schematach. Więc wzięłam Asi rozdział, i zamazałam. Powycinałam, poprzestawiałam, podkreśliłam to co istotne. Paluchy odcisnęłam na boku. Aby czytelnik brał do ręki, i aby go uwierało, nie zgadzało się, wkurzało do potęgi. I aby wrócił, i pomyślał, czy to tak ma być czy to może jednak błąd w druku. Z drukarni już dzwonili czy tak ma być czy to jednak nie pomyłka.


-screen.jpg)



